Piękność w każdym calu

Piękność w każdym calu

wtorek, 2023-12-05264Dla Pań, Dla Par, Wywiady

Dziś rozmawiam z kobietą, która jest dla mnie prawdziwą inspiracją. Gdy pierwszy raz pojawiła się u mnie na sesji kilka lat temu, od razu poczułyśmy między sobą niesamowity flow. Marta swoją pewnością siebie, urokiem i pięknem od razu mnie urzekła. Sesje z nią należą do moich ulubionych. Podobnie jak ja, w pełni akceptuje swoje ciało i nigdy nie boi się eksperymentować. To taka moja duchowa siostra.

Obecnie Marta jest moją modelką i na pewno zobaczycie jeszcze nie jedno zdjęcie z jej sesji ;)  Za każdym razem, gdy ją spotykam, bije od niej blask... Ona ma to, co tak rzadko widuję u innych kobiet, znajomych... klientek... To pewność siebie, samoakceptacja, pozytywne nastawienie. Osoby, które ją znają, na pewno to potwierdzą. Czasem gdy ją fotografuję sama się zastanawiam czy to na pewno moja Martusia czy może Afrodyta w swojej ziemskiej postaci...  Dziś zadałam Marcie kilka pytań na temat jej przygody z fotografią. Poczytajcie, bo będzie ciekawie :)

L&P: Martusia, opowiedz nam o swojej przygodzie z fotografią. Kiedy zaczęłaś pozować i dlaczego?
Marta: To było moje marzenie. Po raz pierwszy pomyślałam, że zrobię profesjonalną sesję u fotografa w studio i nie będą to zdjęcia do dokumentów – ponad 20 lat temu. Wtedy takie zdjęcia wyglądały inaczej, były bardziej portretowe lub artystyczne. Pierwszą sesję zrealizowałam około 6 lat temu – to był prezent na urodziny od samej siebie – dla samej siebie. Bo dlaczego nie? Przecież marzenia dobrze spełniać, szczególnie jeśli są w zasięgu ręki. Pierwsza sesja była kobieca, delikatna, w apartamencie w centrum Krakowa. Wizaż i sukienki w cenie, więc czego chcieć więcej? I tak właśnie wciągnął mnie świat fotografii. Takich sesji było 4 – każda w innym apartamencie. Później odkryłam Love & Photo, akurat w momencie kiedy wymarzył mi się akt. Ale akt dla kobiety plus size? Czy to może się udać? Przekonał mnie wpis na blogu Love & Photo właśnie – nie ma nikogo za pulchnego na taką formę fotografii. I tak o to wkroczyłam, może przebojem, w świat fotografii sensualnej, odważnej, może trochę erotycznej. Kilka sesji za mną i myślę, że to wciąż nie koniec.
A dlaczego w ogóle? Za pierwszym razem chciałam sobie udowodnić, że jestem piękna i kobieca i mieć to „na papierze”. Generalnie każda sesja mi o tym przypomina. W świecie plus size czasem można o tym zapomnieć, bo to co słyszało się od zawsze lub kiedyś tam (bo teraz trochę to się już zmieniło) - że grubas, że spasiona, że pewnie się obżera – w pamięci bywa wykute jak w kamieniu. Więc każda taka sesja z pięknymi, odważnymi kadrami udowadnia mnie samej, że żadne z powyższych, że dokładnie odwrotnie i to trochę jak pokazanie palca środkowego tym wszystkim „mądrym” i co „z troski” mówią „zadbaj o siebie”. To właśnie, oprócz diety, zabiegów kosmetycznych, umiarkowanego sportu – jest dbaniem o siebie.

L&P: Nigdy nie zauważyłam, żebyś stresowała się przed lub w trakcie sesji. Powiedz jak to u Ciebie jest z tym stresem ;) Denerwujesz się czasem?
Marta: Zawsze, ale tylko do pierwszego flesza :) Tak naprawdę to nie do końca stres sensu stricte, raczej trema lub taki pozytywny stres, który napędza i pobudza do działania. Po pierwszych kadrach przechodzi, bo zaczyna się zabawa z pozowaniem. Dla mnie w każdym razie jest to zabawa i przyjemność. Przyznaję, że przychodzi mi to naturalnie i nie każdy, nie każda czuje się swobodnie przed obiektywem.
Co zrobić? Myślę, że najprościej i najtrudniej jednocześnie – odpuścić samemu sobie, słuchać tego co mówi fotografka i dać się ponieść. Przecież w gruncie rzeczy nie stoimy tam za karę tylko dla siebie, dla swojej przyjemności, by coś uwiecznić, by pewnie też coś sobie udowodnić. Przecież rezultaty mogą zostać w albumie a nie muszą być obwieszczane całemu światu. Mam też dużą frajdę w wymyślaniu wspólnie z fotografką, który element garderoby założyć lub zdjąć, gdzie ewentualnie stanąć, czy się uśmiechnąć, a może zamknąć oczy i przesłonić buzię trochę burzą loków w kolorze intensywnej czerwieni.
Myślę, że bardziej stresuje mnie moment otrzymania galerii zdjęć i dokonanie wyboru – czy będzie z czego, czy może jednak wyszło beznadziejnie i jedyne na czym się skupię to wszelkie niedoskonałości. Tak, zdarzyło mi się ryczeć, bo nie płakać, że jedna wielka tragedia i w ogóle bez sensu i beznadziejna jestem ja sama i że każde zdjęcie jest do dupy. Co wtedy? Odpuszczam na chwilę, na parę dni, bo może akurat zły dzień. Finalnie ZAWSZE znajdą się perełki. Tak, są takie sesje, z których jestem mniej zadowolona i są takie, że tydzień próbowałam ograniczyć wybór i się nie dało. I tak to jest stres, bo jestem wobec siebie bardzo, ale to bardzo krytyczna. Z tego co słyszę niepotrzebnie i myślę, że w końcu zaczynam tego słuchać i powtarzać – jestem idealnie nieidealna and I am enough.

L&P: Jestem wielką fanką Twojego stylu, o czym zresztą wiesz ;) Lubisz żywe kolory, czerwienie, fiolety, róże. Czasem masz je wszystkie na sobie, a mimo to wszystko do siebie pasuje. Skąd czerpiesz pomysły na stylizacje do sesji?
Marta: Z szafy i z internetu :) To tak pół żartem – pół serio. Ale tak, przed każdą sesją zastanawiam się co ciekawego mam w szafie lub w szufladzie z bielizną, co mogłoby fajnie wyglądać na mnie i w efekcie na zdjęciu. Zdarza się, że odważniejszą bieliznę kupuję specjalnie na sesję. Oczywiście można ją później wykorzystać w sypialni w zupełnie innym celu, bo dlaczego nie :) Jeśli decyduję się na akt, nie potrzeba mi absolutnie nic, tylko siebie. Bo „I am enough” - w zupełności wystarczę, reszta w rękach profesjonalistki z aparatem. Akt to przecież sztuka pokazania tego co we mnie najlepsze i najpiękniejsze, to zdjęcie artystyczne, nie pornograficzne – to diametralna różnica.
Co do internetu zdarza się, że wpadnie mi w oko ciekawy, zupełnie nieoczywisty kadr, na stronie zupełnie nie związanej z fotografią i mam w głowie „O! Takie chcę!” Tak było np. ze zdjęciem z papierosem i głową zwisającą na brzegu łożka – doczekało się w końcu realizacji i interpretacji w moim, w naszym, wydaniu. I uważam, że wyszło pięknie chociaż palenia nie zalecam :) Czasem warto też zobaczyć co kryje się w atelier fotografki – może boa z piór lub anielskie skrzydła to jest właśnie to, czego Ci trzeba. A być może ma szafę pełną sukienek różnych i właśnie tam wisi ta idealna na dzień sesji.

L&P: Czy uważasz że samoakceptacja jest ważna w pozowaniu?
Marta: Hhmm.... Jakakolwiek, najmniejsza – tak, inaczej pewnie nikt by się nie zdecydował na żadne zdjęcia. Myślę, że nie ma takiej osoby, która nie lubi w sobie absolutnie nic. Nie ma też co namawiać na siłę do stawania przed obiektywem, bo efekt może (nie musi) być odwrotny do zamierzonego w takiej sytuacji. Myślę, że wciąż za bardzo ulegamy powiedzeniu „Co ludzie pomyślą, powiedzą?” albo stereotypom piękna. Trend piękna się zmienia – i dobrze, widać więcej kobiet o różnych kształtach, bo po prostu jesteśmy różne. Tak samo pośród mężczyzn. Myślę, że to też ułatwia samoakceptację. Co do tego „co ludzie pomyślą” – a to naprawdę takie ważne? Skąd przekonanie, że tyle myślą akurat o nas? I że na pewno negatywnie?
Co do mojej samoakceptacji – raz ją mam, raz nie i to chyba jest też normalne. Myślę jednak, że częściej ją mam niż nie. Zdarza mi się, że kobiety podziwiają mnie za odwagę, że kobieta plus size odważa się założyć mini. A ja zapytam – dlaczego nie? Kto powiedział, że mini zarezerwowane jest tylko dla szczupłych albo tych w wieku 20-30 lat? Konwenanse? Im jestem starsza tym bardziej mam je w poważaniu, bo niby dlaczego ktoś ma mi narzucać, że w wieku lat 40 to tylko długość midi (szczerze nienawidzę), kolory stonowane i może nie 10 cm szpilki, bo nie wypada. Właśnie nie! Uwielbiam kolory, a już najbardziej fuksję i magenta, wzory kwiatowe, mini lub maxi (takie aż do zamiatania ulicy), szpilki lub koturny koniecznie 10 cm i mam zamiar nosić tak długo jak długo będę się w tym czuć dobrze sama ze sobą. A otoczenie? Jest zmienne – przyjaciele akceptują a reszta nie musi. To ja ze sobą jestem i będę do końca życia i to ja sama ze sobą muszę się czuć dobrze. I nie, nie zawsze tak miałam. Swoją kobiecość odkryłam w pełni jakieś 12 lat temu, ale to może temat na inną historię :) Powiem tylko, że się da i że warto.

L&P: A co z kompleksami, masz jakieś?
Marta: Milion! :) To oczywiście przesada, ale tak – mam. Będę wracać ponownie do bycia plus size, bo to naprawdę wbija sie w pamięć, te docinki i „dobre” rady z pseudo troski. Nie, nie obżeram się; nienawidzę fast foodów, na widok smażeniny mam odruch wymiotny; nie piję napojów słodzonych i gazowanych (no może tonic latem); od lat nie piję alkoholu - z wyboru; nie używam cukru; niestety kocham gorzką czekoladę, ale nie da się jej zjeść całej tabliczki na raz. Mam określoną dietę, krórej muszę pilnować, wprowadzam umiarkowany ruch mimo to, wciąż jestem i będę plus size. Ale znam swoje atuty i te staram się podkreślać. Znaki rozpoznawcze – burza długich loków w intensywnym kolorze (i to jest też mój bzik totalny); kolorowe i długie paznokcie; nie czarujmy się – duży biust; krągła pupa (znam takich, co za nią szaleją) i zgrabne nogi. Nie, to nie przechwalanie się, to samo świadomość, nad którą pracowałam i budowałam czas jakiś. Jednocześnie nie lubię swojego brzuszka, który mam i zawsze mieć będę, bo taka moja uroda. Tak samo jak pełne uda i nie zamierzam się odsysać z czegokolwiek. Zdarza mi się patrzeć na swój akt i powiedzieć do fotografki „wiesz co, w sumie fajny ten michelin w fotelu”. Tak, bywa, że patrzę z lekką zazdrością na zdjęcia zgrabnych kobiet i wiem, że ja takich kadrów mieć nie będę – ale mam i będę mieć inne, tak samo piękne. I nie, nie muszą się podobać każdemu – wystarczy, że podobają się mnie. Czasem za bardzo koncentruję się wokół swoich kompleksów – głównie wspomnianego brzuszka. Ale wtedy przypominam sobie scenę z filmu ”Jedz, módl się, kochaj”, kiedy to dziewczyny siedzą w pizzerii we Włoszech i jedna z nich mówi, że nie powinna jeść tej pizzy, bo odkąd mieszka w Italii zrobiła jej się oponka na brzuszku i że pewnie ukochany w końcu to zauważy i ona przestanie mu się podobać. W odpowiedzi słyszy – a czy kiedykolwiek jakiś facet wyrzucił Cię z sypialni jak zobaczył Cię nago, NIE, bo go to nie obchodzi, stoi przed nim naga kobieta, którą sam wybrał. Albo jakoś tak :) Im bardziej zatem ja akceptuję siebie, tym bardziej to widać na zewnątrz. I nie, mnie także żaden facet z sypialni nie wyrzucił kiedy już się ze mną tam znalazł. To oczywiście tylko jeden z wymiarów akceptacji swoich kompleksów, więc nie sprowadzajmy tego do poziomu sypialni, nie mniej jednak – dajmy sobie trochę luzu i akceptujmy, że jesteśmy nieidealni – idealnie nieidealni.

L&P: Martusia, dziękuję Ci za szczere odpowiedzi. Jestem pewna, że swoją osobą zainspirujesz jeszcze wiele kobiet. Czy chcesz im coś jeszcze na koniec powiedzieć?
Marta:
Dziękuję Ci za powyższe i w ogóle wstęp do tego wywiadu, bo tak chyba można to nazwać :) Jest mi niezmiernie miło. Jeśli ktokolwiek dzięki mnie poczuje się zmotywowany czy zainspirowany, będzie to dla mnie zaszczyt – i to całkiem serio. Na codzień nie czuję się jak superstar, czasem owszem, ale która z nas nie czuje się czasem wystrzałowo a czasem tak beznadziejnie, że chciałaby schować się w mysiej dziurze. Mam świadomość swoich atutów i mankamentów, a to bardzo dużo. Pracowałam na to długo, to prawda, ale nie żałuję, wręcz polecam. Wciąż wątpię w swoją atrakcyjność, wciąż słyszę, że niepotrzebnie, ale idę dalej przed siebie tak, żeby mimo wszystko czuć się dobrze ze sobą – z ubiorem, makijażem lub jego brakiem, z uśmiechem i ze łzami, ze wszystkim. Bo jeśli siebie nie akceptujemy to jakby do chrzanu – czy chcemy czy nie, jesteśmy ze sobą przez całe życie, a dużo łatwiej żyje się z kimś kogo chociaż trochę się lubi :) I to co ważne, nauczyłam się doceniać i dziękować za komplementy – najzwyklejszym dziękuję, bez umniejszania (a to taka stara szmata, a kolor robiłam 3 tygodnie temu itp.). Szczerze polecam! Zdjęcia w Love & Photo też! :)

A poniżej możecie zobaczyć kilka kadrów z paru sesji Marty u mnie ;) 

_92b0538

_92B0543_1200

_MG_6056

_92B1655

_92B1911

 _MG_7198

_92B2753

_MG_7112

_92B2645

_92b2878_bw

_MG_7268






Przepisz kod CAPTCHA / Enter the CAPTCHA code:
CAPTCHA

DODAJ KOMENTARZ / ADD COMMENT
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na
newsletter